Inaczej z Rojkiem

DSC_6071

Pamiętam, że latem ’97 w Niechorzu grali długość dźwięku samotności, a my z Manią kolonistki spałyśmy na plaży. Po to, żeby parę lat później szaleć na ich koncertach i zbierać płyty. Jesienią minęłam go na koszutce w drodze na chorzowską, ranek słoneczny, on w okularach, wielki mały człowiek. Przemknął niepostrzeżenie, nie zdążyłam rzucić nawet miłego dnia. W wywiadzie wspomina o popularnej piekarni za rogiem mojego bloku, parku chorzowskim i kilku autentycznie bliskich miejscach. Człowiek niepokój. Mówi o wielkim pędzie i potrzebie myślenia zawsze w przód, o strachu, że się nie zdąży i ciągle robi się za mało, a  praca i dyscyplina hartują człowieka. Te śląskie chłopaki: takie zdolne i pracowite.

Na początku był negatyw

DSC_5522b_800x365

Bardzo prędko z grudnia do stycznia i hop w nowy rok. W takim lekkim rozleniwieniu i rozmemłaniu, z resztą świątecznego, a później noworocznego ciasta. Zdjęć na razie mi się odechciało. Wyżej to moje kato z jesieni i oprowadzenia Decem po mieście.

Ale wpadła mi do ręki Osiecka ze swoim fotoalbumem (“Na początku był negatyw”). Najpierw postraszyła, że im więcej zdjęć ludzie robią, tym mniej myślą o fotografii, a poźniej, że z tych samych zdjęć o których ludzie nie myślą – wychodzą duchy. To drugie bardziej mnie interesuje, bo od strony technicznej to przyznam, że w ogóle. Dlatego jak jeszcze trochę będę zwlekała z wywołaniem zdjęć, czego zaniechałam z całkiem prozaicznych zresztą powodów, to naprawdę mogą z nich wyjść duchy. Już zresztą kiedyś je posegregowałam, nawet etykiety nadałam, ale teraz część z nich budzi we mnie lekkie zdziwienie i nie potrafię sobie przypomnieć dlaczego akurat te zdjęcia spośród tak wielu wybrałam do wywołania. Pewnie w tamtym momencie było w nich coś ważnego i tylko przykro, że czasem nie potrafię sobie przypomnieć co to było.

Na nowe z kolei teraz brak materiału. To świętowanie, te leniwe posiadówki przy stole i ławie, to tylko roztrzęsione zdjęcia babci, bo coraz słabsza, i urwisów, bo rzadko są. Już nie wspomnę, że rąk z kieszeni się niepotrzebnie nie wyciąga, ciepło oszczędza i na boki bez powodu nie rozgląda w taki mróz, jaki towarzyszył przełomowi roku.

Na szczęście nowa wycieczka na horyzoncie.
Wracam do lektury, bo obrodziło mi w dużo dobrych na koniec roku.

Ps. żyjemy jak królowie – wstawajmy prawą nogą.

 

KATO – Zielona Dolina

DSC_5526a

DSC_5529a

DSC_5530

Nie kupiłam ostatnio żadnego biletu (dalszego), nie zaplanowałam żadnego wyjazdu (dalszego). Przyjmuję gości (z daleka) i opowiadam, że jeszcze pięć lat temu stary dworzec w kato stał, wyglądało i pachniało nieludzko, a to co wyżej na zdjęciach – to nawet nie istniało. Robi się przyjemnie i nawet nie chce się wyjeżdżać (chwilowo).

Pobudka Koszutka

DSC_4126b

Umieszczam jeszcze trochę zdjęć z miejsc, w których kiedyś udało mi się być. Skrzętnie je przechowuję, segreguję i oglądam- to mi pozwala zachować równowagę. Obowiązki i zachciewajki na szali. Tymczasem bez mała od pół roku nie wyściubiam nosa z katowickiej koszutki. Oswoiłam te obskórne, szare kato na nowo i tutaj czuję się dobrze. Mam bochenka po drodze do pracy, wszystko pod nosem, nigdzie nie muszę docierać, biec, podążać i spieszyć się.

Wspiera mnie w tym Murakami, którego sobie ostatnio upodobałam. Zaczełam dosyć nietypowo, nie od powieści, a czegoś na kształt pamiętnika, w którym opisuje swój porządek dnia: chociaż powtarzający się- to nie nużący. Poukładany co do minuty wpływa mobilizująco i uspokajająco na samopoczucie. O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu opisuje dosyć schematyczne życie i pozornie zwyczajne czynności, które jednak pozwalają pisarzowi zachować pewien spokój i harmonię. Chociaż sport i rywalizacja nie należą do moich zainteresowań, to z łatwością można z tych wywodów wyciągnąć wnioski dla siebie. Pochłonęłam to w całości i przytakiwałam tylko z każdą stroną częściej, bo przecież tak sprawdziłam to na własnej skórze. Pan z tak odległego kraju a tak dobrze rozumie.

Widziałam ostatnio nagłówek, że tacy żądni wrażeń jesteśmy, sensacji i ekscesów szukamy, a jeszcze zdążymy zatęsknić za nudą i szarą codziennością. Albo pokojem w Europie. I to niekoniecznie muszą być szemranki. Tyle mamy bodźców, kolorów i aplikacji, które choć wszystko mają nam poukładać- wywołują mały chaos w głowie. Nie wiadomo na czym się skupić i ostatecznie, czemu poświęcić (cenną) uwagę.

Myślałam, że zatęsknię szybko za walizkami i niepokojem podróży, ale te zostawiłam na dziesiątym piętrze żorskiego domu i na razie ich nie potrzebuję; że brakowało będzie przemieszczania sie z miejsca na miejsca, historii, którymi można sypać jak z rękawa. Ale jeszcze wspomnień mi starcza i życie planami też cieszy. Jak się skończą to pomyślę, może ruszę.

PS. Sięgnęłam też po Norwegian wood. Historia poniekąd o poszukiwaniu harmonii i o tym, że pewne rzeczy należy poukładać zanim zabierze się za nowe. Murakami nie lubi chaosu.

Spokoju nam trzeba na te dziwne czasy.