Wszystkie wojny Lary

DSC_6022blog

Ostatnimi czasy na półce czekają głównie reportaże. Im bardziej tęskno do pakowania walizki, tym więcej ich czytam, a czarne tyle dobrego wydaje, że trudno nadążyć. Ja szczególnie na Gruzję teraz spoglądam. Mam bilet i ciągle zbyt małe pojęcie o kraju i zwyczajach tam panujących. Gościnność, natura, piękne krajobrazy. Wszystko to już słyszałam albo gdzieś przeczytałam. Boję się, że jak teraz coś istotnego mi umknie, to przegapię to na miejscu. Dostałam na jesień od Krzyśka “Wszystkie wojny Lary” W. Jagielskiego, bo pani w księgarni powiedziała, że dobre i powinno mi się spodobać.

Historia Laury, która całe swoje życie spędza w gruzińskiej wiosce Pankisi, gdzie brak jest perspektyw na lepsze życie, dlatego swoich dwóch synów wysyła z ojcem do Europy. W jej oczach to kraina mlekiem i miodem płynąca, każdy może się tutaj realizować i osiągnąć na co tylko ma ochotę. Jakie zdziwienie, kiedy synowie będąc już w Europie tego entuzjazmu nie podzielają. Wyobcowanie, to nie dom, tu nie da się żyć, nic nie ma sensu. W poszukiwaniu tego ostatniego trafiają pod skrzydła radykalnych imamów, a później na wojnę do Syrii. Dżihad. A Lara powtarza tylko synom, że żyć trzeba, nie umierać. Te słowa jak mantra przez kartki się przewijały i na długo utkwiły mi w głowie. Do synów niestety nie dotarły.

Czyta się jak dobrą powieść, tylko gdy człowiek zda sobie sprawę, że to się działo naprawdę i właściwie ciągle dzieje na naszych oczach, to strach ogarnia. Ta historia pokazuje kroplę źródła frustracji przybyszów i przyczyny, dla których osoby urodzone już i wychowane w Europie lgną do radykalizmu.

A żyć trzeba, nie umierać.
I przeczytać ten reportaż Jagielskiego.

(lub inne reportaże)

Inaczej z Rojkiem

DSC_6071

Pamiętam, że latem ’97 w Niechorzu grali długość dźwięku samotności, a my z Manią kolonistki spałyśmy na plaży. Po to, żeby parę lat później szaleć na ich koncertach i zbierać płyty. Jesienią minęłam go na koszutce w drodze na chorzowską, ranek słoneczny, on w okularach, wielki mały człowiek. Przemknął niepostrzeżenie, nie zdążyłam rzucić nawet miłego dnia. W wywiadzie wspomina o popularnej piekarni za rogiem mojego bloku, parku chorzowskim i kilku autentycznie bliskich miejscach. Człowiek niepokój. Mówi o wielkim pędzie i potrzebie myślenia zawsze w przód, o strachu, że się nie zdąży i ciągle robi się za mało, a  praca i dyscyplina hartują człowieka. Te śląskie chłopaki: takie zdolne i pracowite.