Gruzja: co przeczytać przed wyjazdem?

Przewodniki

Przewodniki, jak ten z Pascala, który ze względu na objętość wertuję jeszcze w domu lub z Bezdroży, który pakuję do podręcznego bagażu, bo jest lżejszy i poręczniejszy w trasie. Warte jednak uwagi wydaje się wydanie z ExpressMap, które samo dosyć obszerne zawiera jeszcze dodatkowo mapę. Tej ostatniej warto się dokładniej przed wyjazdem przyjrzeć, bo chociażby pobieżna znajomość odległości i rozmieszczenia punktów, które chcemy zobaczyć, może być przydatna, szczególnie w przypadku zmiany planów lub ich pokrzyżowania.

Literatura

Dobrze też przeczytać kilka reportaży czy wspomnień, żeby chociaż trochę poczuć klimat miejsca. Mnie przyjaciele wyposażyli w kilka popularniejszych książek o tematyce gruzińskiej. Są wśród nich zarówno reportaże jak i anegdoty z podróży. Moim faworytem jest Wojciech Jagielski i jego książka “Wszystkie wojny Lary“, o której trąbię ile mogę, bo zrobiła na mnie największe w tym roku wrażenie. Gruzja pojawia się tam w tle i nie jest w turystycznym klimacie, ale nie sposób jej w tej wyliczance pominąć.

Z kolei Anna i Marcin Mellerowie napisali “Gaumardżos” (na zdrowie), w którym jest trochę o polityce, wielokrotnych podróżach do Gruzji, kiedy jeszcze nie była taka popularna jak dzisiaj, zwyczajach gruzińskich i organizacji wesela autorów. Opatrzona zdjęciami i anegdotami. Chociaż ta książka nie wymaga tyle zaangażowania i skupienia co mickiewiczowskie dziady, a większość jej kartek, to niekończąca się supra (i z zarzutem pijaństwa na kartach książki autorzy dzielnie się rozprawili), to jednak daje ogląd na Gruzinów i dobrze nastraja do podróży.

“Klątwa gruzińskiego tortu”, którą kończę nieco opieszale i w pośpiechu w przededniach wyjazdu, to z kolei zbiór reportaży i przygód autora – Macieja Jastrzębskiego z podróży. Nie wciąga mnie tak bardzo jak wyżej wskazane tytuły, ale też wnosi kilka detali w temacie. Nieco więcej jest tu historii, legend i polityki. Nie udało mi się przeczytać tylko reportaży Góreckiego “Toast za przodków”, ale to zostawię na deser po powrocie albo przystawkę przed kolejnym wyjazdem. Do plecaka pakuję jeszcze “Planetę Kaukaz”.

Strony internetowe

Z szybszych lektur, ale też godnych polecenia, to swojak ze śląska napisał sporo o Gruzji na blogu Kołem się toczy, trochę poczytałam też relacje na peronie. Korzystałam również ze wskazówek:

A teraz jadę sprawdzić, ile z tego wszystkiego ma sens. padło na Gruzję!

* zdj. http://www.wydawnictwoswiatksiazki.pl
** zdj. www.instytutksiazki.pl
*** zdj. www.bachorski.files.wordpress.com
Advertisements

Wszystkie wojny Lary

DSC_6022blog

Ostatnimi czasy na półce czekają głównie reportaże. Im bardziej tęskno do pakowania walizki, tym więcej ich czytam, a czarne tyle dobrego wydaje, że trudno nadążyć. Ja szczególnie na Gruzję teraz spoglądam. Mam bilet i ciągle zbyt małe pojęcie o kraju i zwyczajach tam panujących. Gościnność, natura, piękne krajobrazy. Wszystko to już słyszałam albo gdzieś przeczytałam. Boję się, że jak teraz coś istotnego mi umknie, to przegapię to na miejscu. Dostałam na jesień od Krzyśka “Wszystkie wojny Lary” W. Jagielskiego, bo pani w księgarni powiedziała, że dobre i powinno mi się spodobać.

Historia Laury, która całe swoje życie spędza w gruzińskiej wiosce Pankisi, gdzie brak jest perspektyw na lepsze życie, dlatego swoich dwóch synów wysyła z ojcem do Europy. W jej oczach to kraina mlekiem i miodem płynąca, każdy może się tutaj realizować i osiągnąć na co tylko ma ochotę. Jakie zdziwienie, kiedy synowie będąc już w Europie tego entuzjazmu nie podzielają. Wyobcowanie, to nie dom, tu nie da się żyć, nic nie ma sensu. W poszukiwaniu tego ostatniego trafiają pod skrzydła radykalnych imamów, a później na wojnę do Syrii. Dżihad. A Lara powtarza tylko synom, że żyć trzeba, nie umierać. Te słowa jak mantra przez kartki się przewijały i na długo utkwiły mi w głowie. Do synów niestety nie dotarły.

Czyta się jak dobrą powieść, tylko gdy człowiek zda sobie sprawę, że to się działo naprawdę i właściwie ciągle dzieje na naszych oczach, to strach ogarnia. Ta historia pokazuje kroplę źródła frustracji przybyszów i przyczyny, dla których osoby urodzone już i wychowane w Europie lgną do radykalizmu.

A żyć trzeba, nie umierać.
I przeczytać ten reportaż Jagielskiego.

(lub inne reportaże)