scooltury.pl

Proszę mnie szukać pod tym adresem:


 http://www.scooltury.pl


 Tutaj było mi trochę ciasno, może wyżej rozwinę skrzydła. Chodźcie!

Advertisements

Wrzesień dla Islandczyków

Przyjemności swoją drogą, ale przychodzi taki czas, że świat zawęża się do wymiarów biurka, nieustannych prób mobilizacji do pracy i widoku na następny blok osiedlowy. Dla mnie to właśnie wrzesień, od połowy sierpnia już zresztą. Widzę dokładnie, że pewne rzeczy zmieniają się nieodwracalnie. Lato minęło, to już na jesień idzie, a ja funkcjonuję kompletnie niezależnie od tych zjawisk. Słońce czy deszcz: znienawidzone dresy i okulary (których przetrzeć nawet sie nie chce). To oderwanie od rzeczywistości uderza dopiero- kiedy przemarznięta domowymi posiedzeniami- wkładam sweter, żeby szybko wyskoczyć po jakiś brakujący produkt i na wszelki wypadek biorę jeszcze do ręki kurtkę w przeświadczeniu, że już wrzesień, to mgliste ranki, chłodne wieczory. A na zewnątrz letnie wszystko jeszcze i rozgrzane to takie, w t-shirtach chodzą.

Parę dni takiej izolacji nikomu jeszcze nie zaszkodziło, ale w okolicach miesiąca oprócz wolno zmniejszającego się stosu książek i rosnącej ilości wypisanych flamastrów- nieodłącznym towarzyszem staje się chandra. Typowo jesienna, chociaż jesieni jeszcze nikt u nas nie widział. I tylko muzyka się zmienia. Instrumentalna, study, focus, relaksacyjna, do nauki, medytacja, wyciszenie, peaceful, soft, piano i co tylko youtube jeszcze zna. Taka, za którą tęsknię stała się nagrodą za chociaż parę chwil wytrwałości i koncentracji. W takich okolicznościach umiłowałam sobie islandczyków. Oni tam chyba tak zimno mają, że muzyką się grzeją, zdolniachy jedne.

Muzyka w połączeniu z tym teledyskiem uspokaja, chociaż akcja niezbyt wartka.

Nie wspomnę już o tym, że jakiekolwiek podróże z opasłymi tomami ustaw nie wchodzą w grę. Na czas pchnięcia tego życia do przodu zawiesiłam je, to jednak motywów podróżniczych poszukuję wszędzie. Tę Polskę z opowieści Olafura naprawdę lubię, chciałabym żebyśmy sami o niej z takim rozrzewnieniem i chyba ulubieniem mówili.

Z tym panem też mi wrzesień ucieka:

Do nauki trzeba mieć dobry podkład muzyczny, dzielę się- może kogoś zarazi.
Ja tymczasem naostrzyłam ołówek, mam dwa długopisy, i czarny i niebieski- jaki tylko sobie zażyczą. Mogę pisać.

All i want for christmas

19 grudzień 2013

Już w Stansted klimat świąteczny nas dopadł, te wszystkie jingle bellsy i christmas timy, od których nie da się opędzić. Opuścił już za to w Lizbonie przy plus osiemnastu stopniach, gdzie kolorowo przybrane choinki zdają się być atrapami, a uliczne ozdoby- których jest znacznie mniej aniżeli w innych stolicach europejskich-  stają się zauważalne dopiero w nocy. Co najmniej dziwnie wygląda Milena na zdjęciu: Chiado, na tle choinki ustawionej na środku placu, jak to na rynkach bywa, i te oksy przeciwsłoneczne. Nie ten klimat na święta. Ani śniegu, ani zmarzniętego noska i potrzeby ogrzewania się herbatą z miodem i z cytryną, która u mnie teraz do każdego dania.

Wracamy za to w rytm driving home for christmas, bo poniedziałkowe pieczenie pierników z Malwiną przede mną, z amerykańskimi przedkoolędami w tle, w rytm których rozwałkowujemy ciasto i przygotowujemy grzańca z odrobiną przyprawy do piernika i miodem na osłodę. Klimat podtrzymuje wieczorna playlista Honoraty.
Powiem brzydko, d o  p o r z y g u.

Niezmiennie tylko choruję w centrach handlowych, gdzie po godzinie robi mi się gorąco, duszno i tłumy przyprawiają mnie o zawrót głowy (tak chyba wyglądały objawy japończyków przy okazji syndromu paryskiego..). Staram się sensownie rozplanować świąteczne zakupy, żeby wyjść z nich cało i bez szwanku. Wracam razem z tymi tłumami tramwajem i sytuacja jak boga kocham z Misia, kiedy do przepełnionego wagonu wciska się pan, z choinką po sufit i krzyczy te swoje: przepraszam, przepraszam, bo święta. Ale wiesz, tak że wszyscy muszą go słyszeć  i jego tylko karpia mu brak. Za to alkoholu niekoniecznie, co w tak gęstym powietrzu jest z łatwością wyczuwalne. A po minucie krzyk, że nie wiadomo czy żart, czy pełna powaga. Ktoś go tam po dupie maca. Tramwaj drży od chichotu, pan dzielnie trzyma choinkę i ruszamy w święta.

Ja jadę z tymi naszymi pierniczkami już w pudełku, żeby zmiękły. To mój i nasz debiut, nie jak mamine, ale jak cieszą!  Prezentują się niczego sobie, a obok korzennych to już w ogóle. Choć te dopiero w planach. Na ten czas chcę tylko dobrych pierogów, aromatycznych makiełek i świętego spokoju. Żeby czas mi się zatrzymał na trochę: tak przy kolędowaniu jak i przy garach, a tylko z bliskimi; żeby nic nie trzeba było, a wszystko się chciało.

Na ten czas zawieszam podróże. To był  dobry rok, żeby zobaczyć trochę świata, ale teraz czas nadrabiania zaległości nadszedł. Rzeczywistość sama się do kupy nie pozbiera, trochę jej pomogę, a później ruszę dalej.

Ale najpierw święta, so leet’s the christmas spirit rain! lala

Cieszta się i radujcie, bo nie wiadomo kiedy następne.