Stomio i Ambelakia: stopem po wioskach Tesalii

Gdybyśmy nawet chciały podróżować po okolicy w inny sposób aniżeli autostopem, bo świeżynki z nas w tym temacie, to wyboru wielkiego nie mamy.

DSC_3731

“wylotówka” z Kokkino Nero

Czym podróżować po Tesalii?

Autobusy. A własciwie to jeden. Kursuje kilka razy w ciągu dnia, w godzinach, których dogodnymi nazwać nie można: ani wcześnie wyjechać, ani późno wrócić. Do tego czterdziestokilku kilumetrowy odcinek kosztuje bez mała dziesięć euro, a te jednak wolałybyśmy spożytkować inaczej. Wybierając autobus, byłybyśmy uzależnione nie tylko czasowo, ale także kierunkowo. Połączenie prowadzi do największego miasta w okręgu- Larisy, natomiast żeby się nim dostać do okolicznych miejscowości- nie ma mowy.

Owszem, tutejsze biuro podróży (z którym  jedziemy do Aten i zobaczyć Meteory) ma w ofercie drobne wycieczki, ale cena jest nieadekwatna do tego, co nam mogą zaoferować (Ambelakia, ok. 18 euro). Raz , że te wioski specjalnej organizacji ani przewodnika nie potrzebują, a szczególnie irytujące dwa: z pewnością zahaczylibyśmy jeszcze o kilka nadprogramowych miejsc, których nawet w zarysie naszego planu nigdy by się nie znalazły. Cały ich zarobek zdaje się opierać na wykorzystaniu luki w miejscowej komunikacji, której właściwie brak.

Pociągiem z kolei dojeżdżamy do Salonik, ale i tak aby dostać się na stację kolejową (najbliższa w Rapsanii, za wąwozem Tembi), to trzeba skorzystać z uprzejmości Greków. Bez ich pomocy utknęłybyśmy w Kokkino Nero do końca naszych greckich wczasów. O mozliwości wypożyczenia samochodu nikt tutaj nie słyszał.

Chociaż mniej pewnie i z marginesem poślizgu czasowego- autostopem do pobliskich miejscowości dojechać można bez problemu. Grecy naturę mają życzliwą, zatrzymują się raczej chętnie. Nas jest trójka. I chociaż mówi się, że najlepszy skład to mieszana para, my nie gorzej dajemy sobie radę- przynajmniej na krótkie dystanse. Trafiamy głównie na pracowników: od monterów, przez piekarzy po restauratorów z pobliskich wsi.

Stomio

Wioska rybacka, która aspiruje do stania się kolejnym kurortem turystycznym. Do samego centrum zabiera nas swoim rozklekotanym autem starszy Pan (dziadziuś powiedzieć nie wypada, a w średnim wieku to za mało) ze swym niepełnosprawnym synem. Wystarczy półgodzinny spacer, by rozeznać się w tym miejscu. To raczej zaniedbana wioska, gdzie w starych budynkach mieszczą się tawerny, które czasy świetności mają za sobą. Pora  jest najwyższego słońca, nic dziwnego, że wszędzie okiennice są pozamykane, a ludzie szukają cienia. My ociążale wspinamy się ku szczytowi miasteczka, skąd pojedziemy dalej.

DSC_3752

DSC_3758

DSC_3755

Ambelakia

Chociaż samo zatrzymanie kogoś, kto jedzie w tę stronę jest początkowo trudne, to kiedy ostatecznie rzucamy urok mówiąc jeszcze ten, a jak nie to wracamy- zadziałało. Na oko młody monter, ze znajomością kilku pytających słówek po angielsku. Larisa? Ambelakia? Larisa, Ambelakia. To nam po drodze, później tylko odbijemy wysoko w górę. Ledwo ruszyliśmy, a już spotykamy znajomego naszego dobroczyńcy, jadącego w przeciwnym kierunku. Z typowo grecką spontanicznością klakson rozdarł się wniebogłosy i po chwili na poboczu rozgorzała dyskusja starych znajomych. My zostajemy w aucie, a oni co chwilę głowy zniżają i cieszą się jak dzieci na nasze turystyczne facjaty. Pamiątkowe zdjęcie, Dimitrij upewnia się, że wiezie nas tam gdzie chcemy i chociaż docelowo wcale tam nie zmierza- zabiera nas krętą drogą do samego górskiego miasteczka położonego na stoku Ossa.

DSC_3780

DSC_3768

kawa, ambelakia

Wioska sprawia wrażenie opuszczonej, dopiero gdy docieramy na główny plac, gdzie w liczbie pojedyńczej: tawerna, bar i sklepik z pamiątkami się znajdują, odkrywamy, że przebywa tam prawdopodobnie cała wieś. I wszystkie oczy zwracają się na nas.
Zanim wyruszymy dalej, popijamy wymarzoną zimną i mocną frappe.

Tuż obok kościoła znajduje się mały cmentarz z charakterystycznymi białymi nagrobkami, z których każdy posiada zdjęcie osoby zmarłej. Spotykane na nielicznych nagrobkach w Polsce wydawało mi się dosyć groteskowe i zbyteczne, tutaj są regułą i wyglądają całkiem dostojnie. O tych miejscowych tutaj nie zapomną.

DSC_3783

DSC_3788

Czas niedzielnej sjesty w pełni. Dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, że ruch- jeśli w ogóle w tym miejscu jest- to znikomy. Każde nadjeżdżające auto wydaje nam się ostatnią szansą, byleby tylko ktoś nas z góry zwiózł. Dwie młode kobiety wsiadają do czerwonego auta, wolno im to idzie, ale cała w nich nadzieja. Wwyprzedza ich jakieć starsze małżeństwo i proponuje podwózkę. Kobieta musi być dobrze wykształcona- mówi po angielsku jak nikt wcześniej. Przejeżdżamy z nimi wąwóz i na rozdrożu za drogowskazem na Kokkino łapiemy kolejnego pomocnego. Całkiem sprawnie nam to idzie i po paru minutach wracamy sportowym peugotem z młodym grekiem za kierownicą, który nogę ciężką ma, oj ciężką.
Wiatr we włosach, taka wycieczka!

3 thoughts on “Stomio i Ambelakia: stopem po wioskach Tesalii

  1. Pingback: Kokkino Nero, polska wioska w Grecji | s c o o l t u r y

  2. Pingback: Saloniki autostopem: mission failed | scooltury

  3. Pingback: Kokkino Nero, polska wioska w Grecji | scooltury

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s