Wczasy pod gruszą

Grzybowo, 5-12 lipca 2014

DSC_3243Wcale nie trzeba daleko wyjeżdżać. Bez samolotu, zbędnych transferów lotniskowych i przesiadek można odpocząć. My pakujemy się na prawie rodzinne wakacje do nikomu nic nie mówiącego Grzybowa, trzy kilometry od Dźwirzyna, dwa do Kołobrzegu. I złość, i rozczulenie bierze, kiedy mama zabiera cały słoik ogórków małosolnych (bo do grilla będą smakowały) i całą blachę rodzinnego skubańca na ostatnich już truskawkach i agreście (bo jak to tak niedzielna kawa bez placka). O sokowirówce już bałyśmy się wtedy wspominać, bo tata z każdym pakunkiem bardziej wzdychał. Ale jedziemy. Na Wrocław, Poznań i Kołobrzeg. Na końcu ulica Cicha.Tam pani Lucynka z mężem mają dla nas całe piętro przygotowane, taras wolny, na którym codziennie jemy śniadania. Przemiłe małżeństwo, dzielą się gościną i dobytkiem. Pani Lucynka szwedzką maść na poparzenia słoneczne na górę przynosi, pan Marian do garażu na wódeczkę woła.

DSC_3106Jeszcze parę lat temu najprawdopodobniej powiedziałabym, że takie wakacje to nie wakacje. Ale teraz kiedy lada moment legitymacja studencka straci ważność orientuję się jak duże zaległości w zwiedzaniu Polski mam, ilu miejsc jeszcze nie widziałam, jak prosto, tanio i przyjemnie można spędzać czas i jak wiele jeszcze babcia ma mi do opowiedzenia. Tylko trochę szczęścia do pogody nad polskim morzem trzeba jeszcze mieć, ale i tego nam nie brakło. Jak nie piesze wycieczki plażą do momentu, kiedy łydki napinają się do granic możliwości, to chwila na kocu z książką, aż słońce cię nie uśpi. Popołudnia to wycieczki po czereśnie- sercówki do Dźwirzyna, obiad w porcie, a wieczorem rozgrywki w remika.

DSC_3179Rower jest nam tutaj niezbędny. Mamy tuż za cichą mały camping i wypożyczalnię rowerów, z których trudno cokolwiek wybrać, choć pani prowadząca tak zachęca. Ten zardzewiały, temu hamulce nie działają, a jeszcze inny ma flaka. Mama boi się daleko jechać, bo to wiadomo gdzie człowiek utknie i później na pieszo będzie musiał dylać? mówi. Ale objeżdżamy Dźwirzyno i Resko Przymorskie i zachwycamy sie prostymi ścieżkami rowerowymi, zapachem lasu i jodem, którego chcemy jak najwięcej, żeby wszelkich wirusów do przyszłego lata uniknąć. Po drodze mijamy całe kolonie jadące gęsiego, rodziny i spacerowiczów. Aż miło popatrzeć, kiedy ludzie tak aktywnie czas spędzają.

DSC_3345Słońce grzało cały tydzień, dopiero ostatnie dwa dni zimny wiatr uszy chce nam urwać. Tak mnie później w ciepłym domu parzą i palą, kiedy kolejną partię remika rozgrywamy. Wieje ze wschodu- bo zimny, jak ciepły to z zachodu. Po tym też poznać można jaka jest temperatura wody- tłumaczył nam ratownik. Dla mnie zawsze lodowata tak, że człowiekowi kostki wykręca.

DSC_3347Do takiej dobroci i lenistwa człowiek bardzo łatwo się przyzwyczaja. Zmęczona słońcem śpię po dziesięć godzin dziennie, kładę się szybko, wstaję późno, a i tak z wielkim trudem oczy przy śniadaniu otwieram.
Lada moment koniec tego dobrego, więc może pójdę kogoś namówić na spacer.


Kołobrzeg, 11 lipiec 2014



Na wybrzeżu o jedzenie nie jest trudno
zapiekanki, hot-dogi, lody włoskie, lody na gałki, kebaby, hamburgery, gofry, budki, stragany, lody na patyku, popcorn, hot-dog francuski, rurka ze śmietaną, desery firmowe i nie, wata cukrowa, żelki, krówki, paluchy, orzeszki prażone POMIJAM.
Nad Bałtyk po dorsza jadę.

Vesuvio II, Port w Dźwirzynie

DSC_3241

Chociaż smażalnie znajdują się na każdym kroku, nawet w małym Grzybowie jest ich mnóstwo, to nie raz człowiek słyszał historie o miejscach, gdzie olej wymienia się rzadziej niż worek na śmieci. Całe szczęście my do żadnego z nich nie trafiliśmy.
Słaba promocja to dla polskiej kuchni, bo rybę serwował nam włoch, ale wszystko świeże, apetycznie podane, a cena konkurencyjna.

DSC_3137a

Dla tych co ryb nie lubią, znajdzie się pizza i makarony. Osobiście mogę przeglądać kartę dowoli, a i tak zawsze kończy się jak w katowickim  len arte: alla grigliata, pronto. Ja włoszczyznę to mogę zawsze jeść, takie dobre. I od razu Serena przed oczami mi staje, z tymi wszystkimi zasadami gotowania: jaka oliwa do makaronu? ale dlaczego? makaron wodą? ketchup do pizzy? DARIAAA, NOOOŁ! I ja- biegająca z wywieszonym językiem  po mariborskich supermarketach w poszukiwaniu prawdziwej włoskiej pancetty (boczek.. cały dzień za boczkiem).

Żeby jednak polskiej kuchni przykro nie było, to w samym Grzybowie popularnością cieszy się stołówka

Oleńka, ul. Kołobrzeska

Już po pierwszym obiedzie przekonacie się, że:
– trzeba przychodzić albo na otwarcie (13.00), albo zamknięcie (18.00)- inaczej trudno o miejsce;
– jedno danie to porcja dla dwóch osób (potwierdzone przez panów) , a schabowy jest trzy razy większy od przeciętnego domowego;

Jest alternatywa, nie ma co się łasić na blaszane budki.

Advertisements

One thought on “Wczasy pod gruszą

  1. Pingback: Fast dorsz nad morzem | s c o o l t u r y

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s