Amsterdam

DSC_2616Tuż po przeprowadzce do Antwerpii zdziwiłam się jaka mała, jaka ładna ta Belgia. Ale to było jeszcze przed tym jak zobaczyłam Amsterdam i ten to mnie dopiero zaskoczył, skubany. Gdzie ja miałam głowę dopuszczając do siebie tylko opowieści o tym, że to miasto, w którym wolno w s z y s t k o, swąd zioła unosi się ponad ulicami i czerwonymi latarniami. Albo tych, którzy mi je opowiadali. Ta rozpowiadana wszem i wobec wolność z niczym specjalnie atrakcyjnym mi się nie kojarzyła, niezbyt pociągająca się wydawała. O licznych kanałach, łódkach po nich pływających, dużych zielonych skwerach, to już nikt mi nie doniósł

DSC_2618

DSC_2636Nie zdecydowałam się co prawda pojechać na King’s Day– doroczne święto Holendrów, kiedy cała stolica zabawą i kolorem pomarańczowym stoi, bo ograniczona ilość weekendów mi na to nie pozwoliła. Dopiero którejś majowej soboty tam dotarłam, po drodze w Rotterdamie mojego miejscowego przeowodnika Idkę zabierając. Pogoda nam się udała i choć nie chcę żeby w piórka obrosła, to  jak zawsze: pełne słońce, czyste niebo.

DSC_2602

 Dam Square

To na tym placu przysiadamy o dziewiątej rano, pod oknami samego króla, żeby zjeść jakieś małe śniadanie i rozeznać się w przewodnikach. Jeden z nich nawiasem mówiąc, wspomina o tym, że władca ma idealny wgląd w wieczorne życie mieszkańców, prowadzone pod tamtejszym pomnikiem i okopcone wieloma skrętami.

DSC_2606

Chociaż plan zwiedzania zwykle mamy napięty, to nie tym razem- zbyt piękna pogoda jest, by czas spędzić w kościołach i muzeach. Korzystając tylko ze sposobności posiadania miejskich kart i wolnego wstępu, chcemy rachu ciachu zajrzeć do dwóch muzeów, a później już tylko niekończąca się sjesta.

FOAM, Keizersgracht 609,

muzeum fotografii, nastawione  na promowanie młodych talentów- wystawy są tymczasowe, może coś Was zachwyci. Nas WTEDY akurat nie bardzo, zbyt dużo współczesnej fotografii: garnki, pasty do zębów, kto to zrozumie.

Van Gogh Museum, Paulus Potterstraat 7

tym z kolei jestem oczarowana. Chronologiczne przedstawienie życia i twórczości, odpowiednie wprowadzenia do poszczególnych etapów, krótkie dopiski. Nikt nie jest w stanie sie w tym pogubić, a za to ile zapamiętać.

Ogrody przy Rijksmuseum

DSC_2665

DSC_2689

DSC_2694

Nasz standard plan właściwie obejmował tylko te dwa muzea, reszta pozostała czystą przyjemnością spacerowania, obserwowania tego, jak ludzie potrafią odpoczywać, spędzać czas w parkach, korzystać z pogody i cieszyć się chwilą. Wystarczy przekroczyć próg

Vondelpark

DSC_2717

DSC_2723żeby zauważyć, że zgromadziło się tam prawdopodobnie całe miasto. Zniknął podział na ścieżkę rowerową i dla pieszych: każdy musi sobie torować drogę do przejścia. Grillują, leżakują, drzemki i towarzyskie pogawędki ucinają.
Chciałabym takiej beztroski w Polsce i zbieraniny ludzi nie tylko przy okazji lokalnych festynów.

DSC_2738to miejsce jak i wielu innych na piknik obrałyśmy

DSC_2741

DSC_2754domówka na świeżym powietrzu

DSC_2758

DSC_2746

DSC_2752

DSC_2700i my takie od ucha do ucha przez cały dzień

Przez własne gapiostwo musiałam wracać do Antwerpii ostatnim pociągiem o dwudziestej. Z biletu, który miał działać weekendowo, został sam napis, a przejazd był ważny tylko w sobotę i nijak nie dało się tego odkręcić. A to zdecydowanie zbyt wcześnie: o tej godzinie nikt tam wieczoru się jeszcze nawet nie spodziewa, a miasto zaczyna się dopiero szykować do świętowania weekendu.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s